PIERWSZA SOBOTA MIESIĄCA – 2 maja 2020 - uroczystość Królowej Polski

Z racji, iż w dzień 2 maja przypada zarówno uroczystość NMP Królowej Polski , jak i pierwsza sobota maja, proponujemy następujące pomoce do wykorzystania w ramach nabożeństwa wynagradzającego Niepokalanemu Sercu Maryi:

 

– fragment homilii ks. Abp. Stanisława Gądeckiego (poniżej),

– tekst medytacji na pierwszą sobotę autorstwa p. Anny Waśko (poniżej),

– medytacje opracowane przez Sekretariat Fatimski ks. Sławomira Radulskiego SAC w formacie mp3 (pobierz) oraz mp4 (pobierz)

– zapraszamy do uczestnictwa w nabożeństwie dzięki transmisji internetowej (oglądaj)

– inne pomoce przygotowane przez Sekretariat Fatimski (zobacz)

 
 

 

 

Abp Stanisław Gądecki

 

Królowo naszych serc.

Uroczystość Najświętszej Maryi Panny, Królowej Polski

Jasna Góra 3.05.2017

(fragment homilii)


„Witaj, o wysokości, pojęciom ludzkim niedostępna,

Witaj, głębiono nawet anielskim okiem niezbadana,

Witaj, bo jesteś tronem Króla,

Witaj, bo dźwigasz Tego, co wszystkie dźwiga rzeczy” (Akatyst, Stasis pierwsza, Ikos pierwszy)

 

W uroczystość Najświętszej Maryi Panny, Królowej Polski stajemy u stóp jasnogórskiego Obrazu, aby zastanowić się nad dwoma sprawami. Najpierw nad tym, jakie znaczenie ma dla nas dzisiejsza uroczystość a następnie, czego nas dzisiaj uczy Konstytucja majowa z 1791 roku.

 

1. KRÓLOWA POLSKI

Najpierw uroczystość Najświętszej Maryi Panny, Królowej Polski. Uroczystość ta przypomina nam, że Maryję nazywamy „Królową”, bo jest Ona Matką Jezusa, naszego Króla, którego nosiła w swoim łonie, którego zrodziła, o którego wychowanie dbała, któremu towarzyszyła podczas Jego publicznej działalności, za którym szła aż pod krzyż. Z którym też pozostała złączona nawet po Jego śmierci, zasiadając w niebie obok Niego, Króla chwały. Jeśli więc nazywamy Ją Królową, to przede wszystkim ze względu na Jej Syna. Królewskość Maryi jest więc pośrednia, ponieważ tylko Pan Bóg jest Władcą najwyższym i jedynym, Maryja natomiast sprawuje nad nami królewską władzę, służąc nam swoją opieką.

 

My niestety, często zniekształcamy obraz panowania Maryi, kiedy przestawiamy je według wzorca panowania zaczerpniętego z czysto ziemskiej tradycji. Tymczasem Maryja – podobnie zresztą jak i Jej Syn – nie kierowali się tym stylem myślenia i działania. Oni dobrze wiedzieli, że Królestwo Boże nie jest z tego świata.

 

Jak nam to wyjaśnia encyklika Redemptoris Mater, królowanie Maryi polega na służbie: „Maryja stała się pierwszą wśród tych, którzy służąc Chrystusowi w bliźnich, przywodzą braci swoich pokorą i cierpliwością do Króla, któremu służyć znaczy królować i osiągnęła w pełni ów ‘stan królewskiej wolności’, właściwy dla uczniów Chrystusa: służyć – znaczy królować! Maryja – służebnica Pańska, uczestniczy w królowaniu swego Syna”. Aby więc właściwe zrozumieć prawdę o królowaniu Maryi, trzeba odwołać się do logiki Królestwa Bożego, która jest zasadniczo odmienna od logiki królestw tego świata. Chrystus doznał królewskiego wywyższenia, dlatego że się uniżył, stał się Sługą zbawienia. Podobnie Jego Matka, stała się i jest Królową jako Służebnica Pańska” (por. Redemptoris Mater, 41). W postawie nieustannej służby Maryja sprawuje swoją władzę nad światem a Jej panowanie jest władzą miłości.

 

Przechodząc z kolei od tytułu „Królowej Świata” – związanego z wszystkimi narodami ziemi – do tytułu „Królowa Polski”, warto zwrócić uwagę na to, że tytuł ten nie jest wcale wymysłem Polaków ani przejawem naszej megalomanii. Został on bowiem przekazany przez usta samej Maryi pewnemu włoskiemu jezuicie z Neapolu.

 

Wspomniany jezuita, Ojciec Juliusz Mancinelli (ur. 13.10.1537) słynął z pobożnego sposobu życia. Zakładał wiele dzieł miłosierdzia i wszędzie, gdzie się pojawił (w Dalmacji, Bośni, Konstantynopolu czy Afryce) notowano ogromną ilość nawróceń. W latach 1585-1586 przebywał też w Polsce (w Kamieńcu Podolskim i Jarosławiu), odznaczał się bowiem wielkim nabożeństwem do naszych świętych: Stanisława, biskupa i męczennika oraz św. Stanisława Kostki. Ten ceniony mistrz rzymskiego nowicjatu jezuitów – w którym przebywał i zmarł św. Stanisław Kostka – był świadkiem życia młodego Kostki i pozostawał pod wielkim wrażeniem jego śmierci.

 

Gdy modlił się on – w czterdziestą rocznicę śmierci św. Stanisława – w swoim klasztorze przy jezuickim kościele Gesù Nuovo w Neapolu, ujrzał nagle (14 sierpnia 1608 roku) Maryję okrytą purpurowym płaszczem z Dzieciątkiem na ręku, wyłaniającą się z obłoku, u której stóp klęczał św. Stanisław Kostka. Matka Boża zapytała Ojca Juliusza: „Dlaczego nie nazywasz Mnie Królową Polski? Ja to królestwo bardzo umiłowałam i wielkie rzeczy dla niego zamierzam, ponieważ osobliwą miłością do Mnie płoną jego synowie”. Usłyszawszy to Ojciec Juliusz zawołał: „Królowo Polski Wniebowzięta módl się za Polskę!”

 

Ojciec Mancinelli poinformował o tym wydarzeniu swego przyjaciela, jezuitę Mikołaja Łęczyckiego. Poprosił go, by ten opowiedział o tym królowi Zygmuntowi III Wazie (1587 – 1632). I taką drogą tytuł ten poznał Ojciec Piotr Skarga oraz polscy jezuici, którzy rozpowszechnili wiadomość, że to sama Maryja nakazała nazywać siebie „Królową Polski”.

 

Dwa lata później, w roku 1610, ojciec Mancinelli – w wieku siedemdziesięciu trzech lat – udał się w pieszą pielgrzymkę do Krakowa. Pierwsze kroki skierował do katedry wawelskiej, gdzie – podczas sprawowania Mszy świętej – wpadł w ekstazę. Ponownie ujrzał Maryję w królewskim majestacie i usłyszał Jej głos: „Ja jestem Królową Polski. Jestem Matką tego narodu, który jest Mi bardzo drogi, więc wstawiaj się do Mnie za nim i o pomyślność tej ziemi błagaj nieustannie, a Ja ci zawsze będę, jakom jest teraz, miłościwą”.

 

Siedem lat po powrocie z Polski – w dniu Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny – ten sam Ojciec patrzył z okna swej celi klasztornej na Zatokę Neapolitańską i oto znowu – z gorejącego obłoku, który pojawił się na niebie – wyłoniła się postać Matki Bożej z Dzieciątkiem Jezus na rękach, u której stóp klęczał młodzieniec w aureoli. Maryja zwróciła się do sędziwego jezuity: „Juliuszu, synu mój! Za cześć, jaką masz do Mnie Wniebowziętej, ujrzysz Mnie za rok w chwale niebios. Tu jednak, na ziemi, nazywaj Mnie zawsze Królową Polski”.

Po miesiącu kurier z Neapolu przywiózł do Wilna Ojcu Łęczyckiemu list od Ojca Juliusza, w którym pisał: „Ja rychło odejdę, ale ufam, że przez ręce Wielebności sprawię, iż po moim zgonie w sercach i na ustach polskich mych współbraci żyć będzie w chwale Królowa Polski Wniebowzięta” (por. Bogusław Bajor, Maryja Królowa Polski).

 

W oparciu o te objawienia następny król, Jan Kazimierz III Waza (1648 – 1672) – za panowania którego Rzeczpospolita zmagała się z Moskwą i Szwecją, nie wspominając już o rebelii Chmielnickiego – napisał list błagalny do papieża Aleksandra VII. Ojciec Święty odpowiedział: „Dlaczego zwracasz się o pomoc do mnie, a nie zwracasz się do tej, która sama chciała być Waszą Królową? Maryja Was wyratuje, toć to Polski Pani. Jej się poświęćcie, Jej oficjalnie ofiarujcie, Ją Królową ogłoście, przecież sama tego chciała”.

List ten uzmysłowił polskiemu królowi, że w Maryi znajduje się jedyna nadzieja na pomoc. Postanowił też, że – kiedy tylko jakiś skrawek Rzeczypospolitej zostanie uwolniony od wrogów – on uda się tam, aby dokonać publicznego ślubowania. Kiedy więc (w marcu 1656 roku) Szwedzi wycofali się ze Lwowa, król przed obrazem Matki Bożej Łaskawej – złożył obiecane śluby (dnia 1 kwietnia 1656 roku), polecając królestwo Jej obronie. Lwowskie śluby były wyrazem wdzięczności za przełomowe wydarzenie tej wojny, a mianowicie za bohaterską obronę klasztoru na Jasnej Górze.

Kilka dni po swoim ślubowaniu król przybył do lwowskiego kościoła Jezuitów, gdzie nuncjusz apostolski odprawił nabożeństwo, powtarzając trzykrotnie na końcu Litanii Loretańskiej inwokację: Regina Regni Poloniae, ora pro nobis (Królowo Królestwa Polskiego, módl się za nami). Tym samym ogłosił oficjalnie Maryję Królową Królestwa Polskiego.

 

2. Śluby kazimierzowskie umocniły w świadomości polskiego narodu szczególną miłość do naszej Królowej, Pani Jasnogórskiej. Polacy uznali w niej Królową swoich serc i – tak w Ojczyźnie jak i poza jej granicami – związali z Nią w sposób nierozerwalny swoje nadzieje. „Gdzie jest – pytał kard Stefan Wyszyński – ukryta przedziwna moc, która daje Kościołowi wewnętrzną duchową wolność i nieustępliwość, tak podziwianą przez wszystkich? … tajemnicą tej niezwykłej mocy jest fakt, że Polska jest zwarta jako Naród, zwarta narodowo i religijnie, szczególnie w swej miłości do Kościoła Chrystusowego i Matki Najświętszej” (kard. S. Wyszyński, Wszystko postawiłem na Maryję, Warszawa 1998, 292-293).

 

Pamiętamy o tym zwłaszcza dzisiaj, kiedy Ojcowie Paulini – dla uczczenia trzechsetnego jubileuszu koronacji jasnogórskiego obrazu – wzywają nas do włączenia się w przedsięwzięcie nazwane „Żywą koroną Maryi”. Inicjatywa ta nie zmierza do ponownego „koronowania” Maryi koronami materialnymi, ale do „ukoronowania” jej naszym ewangelijnym stylem życia. Dąży ona do ofiarowania Maryi naszych darów duchowych, które świadczyć będą o tym, że istotnie pragniemy, aby Ona królowała w naszych sercach. Zachęca nas do tego, byśmy – przesyłając na Jasna Górą własna fotografię – zapisali na niej osobisty dar duchowy dla Najświętszej Maryi Panny (np. regularne czytanie Pisma Świętego, spowiedź po wielu latach, pojednanie z kimś po długim konflikcie, postanowienie porzucenia uzależnienia, dziesiątka różańca świętego …). Ten gest będzie wyrazem naszej codziennej miłości skierowanej do Maryi. Będzie on wprowadzeniem Maryi do naszego domu, do naszej rodziny i naszego życia. W ten sposób staniemy się „żywym diamentem” w koronie Maryi a Ona stanie się Panią naszego życia.

 

Jest to inicjatywa godna pochwały, przypadająca w 300-letnią rocznicę koronacji jasnogórskiego obrazu oraz w 60-tą rocznicę rozpoczęcia Wielkiej Nowenny; tego dziejowego programu duchowej odnowy polskiego narodu, opartego na Ślubach Jasnogórskich.

 
 

 

PIĄTA TAJEMNICA CHWALEBNA

 

UKORONOWANIE NAJŚWIĘTSZEJ MARYI PANNY

NA KRÓLOWĄ NIEBA I ZIEMI

 

Tekst medytacji: Anna Waśko

 

Maryjo, dzisiaj, w wigilię Uroczystości gdy oddajemy Tobie cześć jako Królowej Polski, pragnę w intencji wynagradzającej za grzechy popełnione przeciw Twojemu Niepokalanemu Sercu rozważyć tajemnicę ukoronowania Ciebie na Królową nieba i ziemi. Pozwól mi, proszę skupić się na jednym tylko fragmencie Twojego królowania – nad cudowną prawdą, że jesteś Królową Polski. Pragnę podziękować Ci, że królując nad niebem i ziemią, zechciałaś być także Królową mojej Ojczyzny. Podziękować za tak szczególną łaskę dla Niej. Za to, że Ty sama wybrałaś ten tytuł i objawiłaś go 14 sierpnia 1608 roku włoskiemu jezuicie ojcu Giulio Mancinelliemu, mówiąc „Dlaczego nie nazywasz mnie Królową Polski?”. Za to, że dwa lata później w Krakowie przedstawiłaś mu się słowami: „Ja jestem Królową Polski. Jestem Matką tego narodu, który jest Mi bardzo drogi” i prosiłaś o znak Twojego królowania, który w 1628 roku uczynili krakowianie ozdobiwszy koroną wieżę Bazyliki Mariackiej.

 

Dwadzieścia siedem lat później, gdy Szwedzi napadli na Polskę i odnosili liczne zwycięstwa, nie pozwoliłaś, by zdobyli Jasną Górę i sprawiłaś, że od ataku na to święte miejsce zaczęli ponosić klęski. Okazałaś  moc i opiekę nad narodem, którego Królową zechciałaś zostać. Obroniłaś swoje królestwo. Jeszcze przed ostatecznym zwycięstwem, ale już po obronie Jasnej Góry, król Jan Kazimierz zrozumiał Twoją pomoc w zwycięstwie nad wrogami i z wdzięcznością,  1-go kwietnia 1656 roku, prawie pół wieku od chwili, gdy sama tak się nazwałaś, oficjalnie obrał Ciebie za Królową Polski. W katedrze lwowskiej oddał Ci w opiekę całe królestwo. Złożył też wtedy Tobie śluby, których jednak niestety nie dochował.

Maryjo, nazywając się Królową Polski mówiłaś ojcu Mancielliemu, że Naród nasz jest Ci bardzo drogi, tłumacząc mu: „ponieważ osobliwą miłością do Mnie płoną jego synowie”. Matko, czy jest tak nadal? Czy ciągle Polska jest Ci droga? Czy ciągle jeszcze „płoniemy do Ciebie osobliwą miłością”? Ty wiesz, jak jest naprawdę. Wiesz, że niestety, tak bardzo często Cię obrażamy i że czyny nasze świadczą raczej o braku naszej miłości. Ale wierzę, że mimo to Naród nasz ciągle jeszcze jest Ci drogi. Wierzę, choć wiem, że nie zasługujemy na Twoją miłość. Wierzę, bo objawiałaś to później między innymi świętej siostrze Faustynie. Ale wierzę przede wszystkim dlatego, że wiem, iż Twoja miłość jest wierna i stała, że nie przestajesz kochać swoich dzieci nawet wtedy, gdy bardzo Cię ranią. Że wtedy może nawet jeszcze bardziej modlisz się o nie do Twojego Syna. I choć zadajemy ból Twojemu Sercu, to wiesz także, że wielu z nas, mimo naszej słabości i naszych grzechów, bardzo Cię kocha. I że są tacy – choć nieliczni – którzy rzeczywiście całkowicie są Ci oddani.

 

Maryjo, wiem, że bardzo Cię ranimy, że naszymi grzechami zadajemy Ci ból o tyle większy, o ile bardziej nas umiłowałaś. Matko, tym bardziej pragnę wynagradzać Twojemu Niepokalanemu Sercu za nasze grzechy i za to, że składając Ci śluby nie byliśmy im wierni. Pomóż mi, proszę przyjrzeć się ślubom naszym, bym lepiej zrozumiał nasze niewierności i lepiej, z większą miłością umiał je wynagradzać.

 

Gdy król Jan Kazimierz oddawał Ci w opiekę Polskę w katedrze lwowskiej, zobowiązał się w imieniu Narodu służyć Ci i szerzyć cześć i chwałę Twojego Syna, a wypadku zwycięstwa nad Szwedami obchodzić z wdzięcznością jego rocznice. Widząc rolę, jaką w wojnie odegrał i niesprawiedliwość jakiej doświadczał prosty lud, zobowiązał się też król ulżyć jego doli. Niestety, ślubów tych nie wypełnił. I niestety, po wojnie ze Szwedami zaczęła się wojna z Rosją, potem zdrady, stopniowe osłabianie Polski i w końcu rozbiory. A gdyby Jak Kazimierz wypełnił składane Tobie śluby to losy naszego Narodu mogły potoczyć się zupełni inaczej. Mieliśmy ogromną szansę być potężnym państwem i uniknąć rozbiorów…

 

Ale Ty nie opuściłaś narodu, którego Królową jesteś. W czasie rozbiorów wspomagałaś nas w zachowaniu wiary, języka, kultury, w utrzymaniu naszej świadomości narodowej. W prawie każdym polskim domu, w polskiej chacie, wisiał wtedy Twój jasnogórski wizerunek z podpisem „Królowa Korony Polskiej”. To cześć, jaką Ciebie darzyliśmy nie pozwoliła nam porzucić wiary katolickiej, pomogła nam przetrwać jako naród i odrodzić państwowość. Mimo naszej niewierności, Ty Maryjo ciągle nad nami czuwałaś. Pomogłaś Polsce powstać z niewoli.

 

Gdy w roku 1920 bolszewicy chcieli znowu pogrzebać nasz kraj, a my modliliśmy się do Ciebie, to walczyłaś – jak świadczyli nawet uciekający z pola bitwy sowieccy żołnierze – w naszej obronie. W uroczystość Twojego Wniebowzięcia, 15 sierpnia, pomogłaś nam zwyciężyć w decydującej bitwie warszawskiej, nazwanej później przez lud świadomy Twojej pomocy cudem nad Wisłą. Czuwałaś nad nami także później: w czasie strasznej II wojny światowej, mimo ogromnych cierpień jakich doznaliśmy, nie pozwoliłaś, by IV rozbiór Polski na długo stał się faktem. Wspierałaś nasz naród także po wojnie, gdy poddani zostaliśmy ideologii komunistycznej. Wtedy dałaś nam Twojego czciciela, kardynała Augusta Hlonda, prymasa, który posłuszny orędziu fatimskiemu, 8 września 1946 roku poświęcił nasz Naród Twojemu Niepokalanemu Sercu, a przed śmiercią powiedział: „Zwycięstwo wasze jest pewne. Niepokalana dopomoże wam do zwycięstwa… Nie rozpaczajcie! Nie rozpaczajcie! Lecz zwycięstwo, gdy będzie, będzie to zwycięstwo Najświętszej Maryi Dziewicy.” W tych czasach komunistycznej ateizacji nie pozwoliłaś nam zagubić wiary i tożsamości. Dałaś nam wtedy świętych pasterzy. Pasterzy oddanych Tobie, którzy troszczyli się o Twoje Królestwo. I gdy kolejny Prymas Polski, kardynał Stefan Wyszyński został aresztowany, to Pan Bóg, za Twoją, Maryjo, przyczyną, wykorzystał to wydarzenie do przygotowania ślubów jasnogórskich, w których potwierdziliśmy oddanie Ci naszego Narodu.

 

W dniu 26 sierpnia 1956 roku na Jasnej Górze złożyliśmy Ci, Maryjo, ślubowanie odnawiając uznanie Ciebie za Królową Narodu Polskiego. Wkrótce potem Prymas został uwolniony. Był to rok, gdy kończył się okres najstraszniejszego terroru stalinowskiego. Może właśnie dzięki Tobie w Polsce rok 1956 nie miał tak tragicznego przebiegu jak na Węgrzech.

 

W ślubach jasnogórskich złożyliśmy Ci wiele zobowiązań. I znowu ich nie dotrzymaliśmy. W imieniu Prymasa i całego narodu biskup Michał Klepacz mówił wtedy: „przyrzekamy Ci strzec w każdej duszy polskiej daru łaski […] Pragniemy, aby każdy z nas żył w łasce uświęcającej i był świątynią Boga.”

 

Minęły 64 lata od wypowiedzianych wtedy słów. Czy dziś naprawdę troszczymy się o życie w łasce uświęcającej? Jeśli nawet swojej tak, to czy rzeczywiście obchodzi nas, czy dbają o nie inni? Czy boli nas, gdy widzimy grzechy naszych bliźnich? Czy pragniemy im pomóc? Proszę, naucz mnie Maryjo pomagać innym, by trwali w miłości do Twojego Syna i Ciebie.

 

Biskup Michał Klepacz czytał dalej:  „Wszyscy staniemy na straży budzącego się życia. Walczyć będziemy w obronie każdego dziecięcia i każdej kołyski równie mężnie, jak ojcowie nasi walczyli o byt i wolność Narodu, płacąc obficie krwią własną. Gotowi jesteśmy raczej śmierć ponieść, aniżeli śmierć zadać bezbronnym. Dar życia uważać będziemy za największą łaskę Ojca Wszelkiego Życia i za najcenniejszy skarb Narodu.” I potwierdziliśmy: „Królowo Polski – przyrzekamy!”

 

Maryjo, te słowa są dla nas wielkim wyrzutem sumienia. Co z nimi zrobiliśmy przez tyle lat? Przypominając je odczuwam ból i nie mam odwagi podnieść głowy, by spojrzeć w Twoje oczy. Przyrzekliśmy Ci bronić życia „równie mężnie, jak ojcowie nasi walczyli o byt i wolność Narodu, płacąc obficie krwią własną.” A milczymy, gdy w Polsce zabija się nienarodzone dzieci.  Gdy tyle projektów ustaw broniących życie zostało już odrzuconych. Nie musimy, jak ojcowie płacić własną krwią. Wystarczy, że nie zlękniemy się nagonki medialnej, że nie przestraszymy się krzykliwych głosicieli i obrońców cywilizacji śmierci, jak ją nazwał święty Jan Paweł II. Maryjo, pokaż mi proszę, co mogę zrobić, jak mogę przyczynić się, by w Polsce będącej Twoim Królestwem już nikt nigdy nie zabijał dzieci. Także, a raczej przede wszystkim, chorych. Co mogę zrobić, by prawo w Polsce nie pozwalało pod żadnymi warunkami na zabijanie najsłabszych, bezbronnych dzieci narodu, którego jesteś Królową, Twoich Maryjo dzieci.

 

W 1956 roku na Jasnej Górze mówiliśmy: „Przyrzekamy Ci stać na straży nierozerwalności małżeństwa.”  Dziś niewiele osób przejmuje się tym pojęciem. Wielu uważa, że małżeństwo w ogóle nie jest potrzebne, że wystarczy  sama „miłość”. Choć na pewno nie jest miłością to, co jest nią wówczas nazywane. Na pewno nie kocha ktoś, kto nie pragnie umiłowanej osobie przyrzec, że jej nigdy nie opuści. Daj nam Matko zrozumienie tej oczywistej prawdy, że miłość pragnie się dawać. Dawać się cała, do końca, na zawsze. I że nic, co nie wiąże się z takim pragnieniem, w niczym, nawet odrobinę miłości nie przypomina. Daj nam to pojąć, a wtedy nie będzie związków niesakramentalnych, nie będzie świeckich rozwodów, nie będzie porzuconych małżonków, nie będzie dzieci cierpiących z powodu egoizmu ich rodziców.

 

Maryjo, 64 lata temu wołaliśmy: „Przyrzekamy [..] bronić czci Imienia Bożego.” Wspomnienie tego przyrzeczenia dzisiaj wywołuje chyba największy Twój, Maryjo, ból.  Jeśli wywołuje tak wielki ból w moim małym, nie potrafiącym kochać sercu, to jak bardzo musi cierpieć Twoje Niepokalane Serce przepełnione wielką miłością? Jeśli informacje o obecnych profanacjach i bluźnierstwach trudno jest znieść mojemu małemu sercu, to jak wielką ranę muszą one zadawać Sercu Twojemu? Maryjo, moja ukochana Matko i Królowo, Królowo mojej ukochanej Ojczyzny! Nie pozwól proszę, by w Polsce był obrażany i lekceważony Twój Syn, byś Ty była obrażana, byśmy ranili Najświętsze Serce Jezusa, albo Twoje Niepokalane Serce. Podpowiedz mi proszę, co mogę uczynić, aby Ci w tym pomóc, aby na to nie pozwolić. I podpowiedz mi, jak najlepiej za te najcięższe nasze grzechy mogę wynagradzać.

 

W ślubach jasnogórskich mówiliśmy także: „Przyrzekamy Ci wychować młode pokolenie w wierności Chrystusowi, bronić go przed bezbożnictwem i zepsuciem” oraz „Przyrzekamy wypowiedzieć walkę […] rozwiązłości.”

 

To kolejne zobowiązanie, które dzisiaj brzmi jak straszny ironiczny żart. Dziś, gdy działacze i propagandziści LGBT mają wstęp do szkół i pozwala się im demoralizować dzieci, gdy propaganda wynaturzeń i rozwiązłości w różnych marszach jest dozwolona, gdy w telewizji wyświetla się seriale, których pozytywnymi bohaterami są homoseksualiści, co ma przyzwyczaić i przekonać widzów do takich zachowań. Maryjo, Matko Miłosierdzia, uproś nam miłosierdzie u Twojego Syna! Nie pozwól, by demoralizacja trwała nadal, nie pozwól, by osoby służące (pragnę wierzyć, że nieświadomie, Ty Maryjo to wiesz) Twojemu odwiecznemu wrogowi, któremu przecież zmiażdżysz głowę, zdołały zniszczyć dusze i wiarę dzieci Twojego Narodu.

 

Maryjo, na Jasnej Górze ojcowie nasi wołali: „Przyrzekamy usilnie pracować nad tym, aby w Ojczyźnie naszej wszystkie Dzieci Narodu żyły w miłości i sprawiedliwości, w zgodzie i pokoju, aby wśród nas nie było nienawiści, przemocy i wyzysku.” Tak jak wszystkie śluby jasnogórskie, powtórzyliśmy to zobowiązanie niedawno, w 2017 roku. Pomóż nam, Maryjo przezwyciężyć nienawiść, jaką sączą w mediach wrogowie Twoi i Polski.

 

Maryjo, wiem, że dziś, gdy Twój wizerunek z tęczową aureolą rozwieszany był na publicznych toaletach, ogromnym oskarżeniem pod naszym adresem jest wypowiedziane na Jasnej Górze zdanie „Przyrzekamy, że z wszelką usilnością umacniać i szerzyć będziemy w sercach naszych i w polskiej ziemi cześć Twoją i nabożeństwo do Ciebie.” Bardzo pragnę Twojego przebaczenia dla naszego narodu, ale tak straszne i bolesne są rany, jakie Ci zadajemy, że nie ośmielam się o nie błagać. Jedynie liczę na to, że Twoja miłość jest większa od naszej nieprawości i że mimo wszystko sama nam przebaczysz. Wszak jesteś Matką Miłosierdzia. Trudno jest mi błagać o przebaczenie Ciebie ukochana Matko, której za wielkie umiłowanie naszego narodu odpowiadaliśmy tak okrutnymi profanacjami. Pragnę jedynie wynagradzać Ci straszne zniewagi, jakie od nas wycierpiałaś Ty i jakie od nas wycierpiał Twój Syn. Pragnę prawdziwie Cię kochać i oddać Ci całe serce, całego siebie, by choć odrobinę Cię pocieszyć. Naucz mnie Maryjo kochać Ciebie i służyć Tobie i kochać Twojego Syna i służyć Mu. Pomóż mi, bym choć odrobinę zdołał Ci wynagrodzić nasze grzechy, by choć odrobinę udało mi się pocieszyć Twoje kochające Niepokalane Serce.

 

Wiem, Maryjo, że jestem grzeszny i że moja miłość jest bardzo mała. Ale wejrzyj na miłość, jaką darzył Cię święty Jan Paweł II, którego nam dałaś. Niech Jego miłość i oddanie pocieszy Twoje ranione przez nas Serce.

Wiem, Maryjo, jak bardzo Cię obrażaliśmy. Wiem, że nie zasługujemy na Twoją miłość, ani na Twoją opiekę, ani na to, by móc Cię nazywać naszą Królową. Ale wiem też, że Twoje Matczyne Serce, mimo, iż cierpi, to nadal nas kocha. I że pragnie jedynie naszego nawrócenia i naszej miłości. Maryjo, przebacz tym, którzy tak bardzo Cię obrażają, przebacz im, bo zaślepiła ich nienawiść Twojego odwiecznego wroga, który ciągle zwodzi i oszukuje ludzi tak samo, jak robił to w raju. Przebacz i uproś im nawrócenie, uczyń cud i uczyń z nich swoich obrońców. I przebacz nam, wszystkim Polakom, że nie obroniliśmy Cię przed tak strasznym znieważaniem, że tak mało Cię kochamy. Nie opuszczaj nas Maryjo, bądź nadal naszą Królową, uczyń Polskę swoim, wiernym Ci królestwem, gdzie wszyscy będą Ciebie słuchali i Ci służyli. Gdzie każdy będzie kochał swoją najukochańszą Matkę i Królową.

 

Maryjo, i mnie przebacz, że nie dość Cię kocham. Przebacz, że jeszcze nie do końca jestem Twój, że choć cały Ci się oddałem, to ciągle są we mnie nieuświadomione obszary, które chciałbym zachować tylko dla siebie. Przebacz, że, mimo iż bardzo bym chciał, to nie zawsze jestem Ci posłuszny i nie zawsze pozwalam Ci do końca się mną posłużyć. Maryjo, moja Matko i moja Królowo, Królowo Polski, mojej Ojczyzny, przyjmij proszę mnie mimo wszystkich moich wad, mimo tak maleńkiej mojej miłości, mimo tak ciasnego mojego serca. Przyjmij mnie i posłuż się mną jak tylko zechcesz, byś była kochana przez wszystkich Polaków, by Polska była naprawdę wiernym Ci Twoim Królestwem, by każdy Polak kochał Ciebie, czcił Cię jako swoją Królową, był Ci posłuszny i słuchając Twoich słów wypowiedzianych w Kanie Galilejskiej „uczyńcie wszystko, cokolwiek wam powie” był posłuszny Twojemu Synowi.

 

Wysłuchaj modlitwy, jaką zanosił do Ciebie święty Jan Paweł II w liście podpisanym dzień przed śmiercią, 1 kwietnia 2005 roku.

 

„Klękając przed obliczem Jasnogórskiej Królowej, modlę się, aby mój naród, przez wiarę w jej niezawodną pomoc i obronę, odnosił zwycięstwo nad wszystkim, co zagraża godności ludzkiej i dobru naszej Ojczyzny. Polecam Jej macierzyńskiej opiece Kościół na ziemi polskiej, aby przez świadectwo świętości i pokory zawsze umacniał nadzieję na lepszy świat w sercach wszystkich wierzących. Proszę o odwagę dla odpowiedzialnych za przyszłość Polski, aby wpatrzeni w postać o. Augustyna, potrafili bronić każdego dobra, które służy Rzeczpospolitej. Błogosławię i ofiarowuję nowe korony… Zawierzam naszą Ojczyznę, cały Kościół  i siebie samego Jej matczynej opiece. Totus Tuus!”

 

Maryjo zechciej także wysłuchać słów, jakie Ojciec Święty wypowiedział 18 czerwca 1983 roku na Jasnej Górze. Przyjmij je jako nasze, wszystkich Polaków słowa:

„Te słowa [Apelu Jasnogórskiego] świadczą o tym, że wierzymy w miłość, która nas stale ogarnia. Ta miłość zrodziła się u stóp krzyża, kiedy Chrystus zawierzył Maryi swojego ucznia Jana […]

 

Wierzymy, że jesteśmy miłowani tą miłością, że jesteśmy nią ogarniani: miłością Boga, która się objawiła w Odkupieniu — i miłością Chrystusa, który tego Odkupienia dopełnił przez Krzyż — i wreszcie miłością Matki, która stała pod krzyżem i z Serca Syna przyjęła do swego Serca każdego człowieka.

 

Jeśli wypowiadamy słowa Apelu Jasnogórskiego, to dlatego, że wierzymy w tę miłość. Wierzymy, że jest ona od stuleci obecna wśród pokoleń zamieszkujących ziemię polską. Że jest szczególnie obecna w znaku Jasnogórskiej Ikony.

 

Do tej miłości się odwołujemy. Świadomość tego, że jest taka miłość, że ma ona na ziemi polskiej swój szczególny znak, że możemy do niej się odwołać — daje naszej całej chrześcijańskiej i ludzkiej egzystencji jakiś podstawowy wymiar: jakąś pewność większą od wszystkich doświadczeń czy zawodów, jakie może zgotować nam życie.

 

Jeśli wypowiadamy słowa Apelu Jasnogórskiego, to nie tylko dlatego, aby do tej miłości (odkupieńczej oraz macierzyńskiej) odwołać się — ale także, aby na tę miłość odpowiedzieć.

 

Słowa: „Jestem przy Tobie, pamiętam, czuwam”, są bowiem zarazem wyznaniem miłości, którą pragniemy odpowiedzieć na miłość, jaką jesteśmy odwiecznie miłowani.

 

Słowa te są zarazem wewnętrznym programem miłości. Określają one miłość nie wedle skali samego uczucia — ale wedle wewnętrznej postawy, jaką ona stanowi. Miłość — to znaczy: być przy Osobie, którą się miłuje (jestem przy Tobie), to znaczy zarazem: być przy miłości, jaką jestem miłowany. Miłować — to znaczy dalej: pamiętać. Chodzić niejako z obrazem umiłowanej Osoby w oczach i w sercu. To znaczy zarazem: rozważać tę miłość, jaką jestem miłowany, i coraz bardziej zgłębiać jej boską i ludzką wielkość. Miłować — to wreszcie znaczy: czuwać.”

 

Maryjo, wysłuchaj tej modlitwy Całego Twojego Świętego Papieża i czuwaj nadal nad naszym Narodem, opiekuj się nami. Bądź nam nadal Matką i Królową. I nie dozwól byśmy Cię ranili naszą niewiernością. Naucz nas kochać. Uczyń nasz naród prawdziwym Królestwem Twojego Syna i Twoim.

Amen.