PIERWSZA SOBOTA MIESIĄCA – 4 kwietnia 2020 r. PROPOZYCJE I SUGESTIE

 

Z racji zaistniałej sytuacji i wielu ograniczeń pojawia się mnóstwo pytań dotyczących rozwiązań: jak zorganizować nabożeństwo, by jak najwięcej ludzi mogło w nim uczestniczyć?

 

Odpowiedzi musimy szukać w treści fatimskiego Przesłania. A zatem, jakie warunki nabożeństwa nakreśla nam Matka Boże, prosząc o wynagrodzenie w pierwsze soboty miesiąca?

Jak wiemy o tym mówi nam Matka Boża w Pontevedra 10 grudnia 1925 roku. A mianowicie  obiecuje przyjść na pomoc z wszystkimi łaskami tym, którzy:

„przez 5 miesięcy w pierwsze soboty odprawią spowiedź, przyjmą Komunię Św., odmówią jeden różaniec i przez 15 minut rozmyślania nad piętnastu tajemnicami różańcowymi towarzyszyć mi będą w intencji zadośćuczynienia”.

Siostra Łucja 17 grudnia 1927 r. dodaje:  „Nie zapomnieć o intencji jako wynagrodzenie, która jest bardzo ważnym elementem pierwszych sobót”.

 

Zatem do warunków nabożeństwa należy:

1. świadoma intencja wynagradzająca, jaką mamy wzbudzić w sercu,

2. spowiedź,

3. modlitwa różańcowa,

4. 15-minutowa medytacja,

4. Komunia św..

 

PROPOZYCJE I SUGESTIE

A. Spowiedź można odprawić w pierwszą sobotę, jak również wiele dni wcześniej, pamiętając o intencji wynagradzającej oraz by w pierwszą sobotę być w stanie łaski uświęcającej. Jeśli ktoś nie może być u spowiedzi, a nie jest w stanie grzechu ciężkiego może przyjąć Komunie św. a intencję wzbudzić przy kolejnej, późniejszej spowiedzi. Zatem to już zależy tylko i wyłącznie od dyscypliny, możliwości i warunków, w jakich znajduje się obecnie każdy z nas.

 

B. Zarówno modlitwę różańcową, jak i medytację możemy odprawić indywidualnie, w rodzinach, w różanym miejscu i czasie. Pomocą mogą nam być zarówno nagrania audio, teksty, których wiele znajdziemy na stronie internetowej Sekretariatu Fatimskiego.

 

Medytacja audio mp3 – na kwiecień 2020 – pobierz…

Tekst medytacji – ks. Sławomir Radulski SAC – tekst poniżej

Tekst medytacji – p. Anna Waśko – tekst poniżej

 

C. Komunia św. wynagradzająca. Tu pojawia się najwięcej problemów, z racji, iż nie możemy wszyscy uczestniczyć we Mszy św.. Zauważmy jednak, iż w treści Orędzia jest mowa o przyjęciu tego dnia Komunii św., a nie o uczestnictwie we Mszy św.. Zatem wystarczy tego dnia przyjąć Komunię św. poza Mszą św. o dowolnej porze dnia, by wypełnić również i ten warunek nabożeństwa.

Jeśli jednak nie uda się nam z obiektywnych przyczyn przyjąć Komunii św., pomyślmy o innym rozwiązania, a mianowicie o Komunii św. duchowej, w której mogą mieć udział wszyscy uczestniczący w Eucharystii za pośrednictwem mediów: radia, telewizji, transmisji internetowej.

O takiej możliwości przypomniał nam Papież Franciszek – czytaj więcej…

 

Zapraszamy Was wszystkich do uczestnictwa w transmisji internetowej

z Sanktuarium na Krzeptówkach w Zakopanem

Początek transmisji o godz. 18.10

 

 

Transmisję z tego wydarzenia przeprowadzi pallotyńskie Radio Pallotti.FM www.pallotti.fm oraz Telewizja Pallotti.TV www.pallotti.tv

 

Transmisja na żywo na na kanale YouTube.

  

MEDYTACJA I

Pierwsza Tajemnica Chwalebna

Zmartwychwstanie Jezusa

Sławomir Radulski SAC

W dzisiejszym pierwszosobotnim rozważaniu prosimy Ciebie, nasza Fatimska Pani, o szczególną obecność i wstawiennictwo. Oto bowiem chcemy rozmyślać nad najważniejszą prawdą naszej wiary, bez której cała nasz wiara straciłaby swoje oparcie. Chcemy rozmyślać o zmartwychwstaniu Pana Jezusa. Od początku powstawania Kościoła prawda o zmartwychwstaniu znajdowała się w centrum wiary. Zmartwychwstanie było istotą Dobrej Nowiny. W swojej pierwszej katechezie, o której czytamy w Księdze Dziejów Apostolskich św. Piotr przypomina o życiu i śmierci Jezusa tylko po to, aby na końcu stwierdzić, że właśnie „Bóg wskrzesił Go, zerwawszy więzy śmierci”. Męka Pańska w ustach Apostoła prowadzi do tego, co najważniejsze – do świadectwa o zmartwychwstaniu. Od przyjęcia zmartwychwstania Jezusa zależało właściwe podejście do całego życia Chrystusa, Jego nauczania i Jego śmierci. Życie Jezusa z całą Jego niezwykłą nauką o miłości Boga do człowieka nie miałoby większego znaczenia, gdyby Jezus nie zmartwychwstał. „A jeżeli Chrystus nie zmartwychwstał, daremna jest wasza wiara i aż dotąd pozostajecie w swoich grzechach” – przypomina nam św. Paweł Apostoł. Jezusa, który nie powstałby z martwych, choćby żył i umarł dla prawdy, moglibyśmy czcić jak jakiegoś bohatera; nie moglibyśmy uznać Go jednak za zwycięzcę grzechu, śmierci i szatana; nie moglibyśmy oddawać Mu czci boskiej i przyjmować Go jako Pana naszego życia, którego winniśmy nie tylko miłować, ale także naśladować we wszystkim, także w Jego cierpieniu i męce krzyżowej. To jest fundamentalna prawda naszej wiary. Śmierć dopełnia się w zmartwychwstaniu, jej ciemność przeradza się w światło zwycięstwa. Zanim ono jednak przyszło, trwały trzy dni ciemności, trzy dni Jezusa zabitego i złożonego do grobu.

A gdzie Ty byłaś, Matko, w te trudne dni? W te ciemne dni, kiedy Ciało Chrystusa zdjęte z krzyża zostało złożone w grobie i zatoczono na nim wielki kamień. Wiemy, że uczniowie się rozproszyli. Spośród dwunastu apostołów jedynie św. Jan wytrwał i pozostał pod krzyżem umierającego Jezusa. Wiara apostołów się załamała. Nie przetrwała próby. Kościół narodzony z przebitego boku Jezusa rodzi się w Tobie, Maryjo – „Oto Matka Twoja”, oraz w umiłowanym uczniu – „Oto Syn Twój”. W Tobie Maryjo przetrwała wiara podczas tych ciemnych dni niewiary uczniów Pana Jezusa. W  Twoje Niepokalane i bolesne Serce umierający Zbawiciel złożył – jak w depozyt – wiarę młodej wspólnoty. Wiara pierwszego Kościoła przetrwała w Tym matczynym Sercu aż do dnia, kiedy zmartwychwstały Syn Twój ukazał się swoim uczniom, a ci w niego uwierzyli. Zmartwychwstały Pan ukazuje się Jedenastu, bo tego potrzebują; są jak my, którzy potrzebujemy umocnienia, i którzy mamy wierzyć świadectwu tych – jakiż to Boży paradoks – którzy sami nie uwierzyli, póki nie zobaczyli. Jak bowiem czytamy w Ewangelii, Jezus wyrzucał im brak wiary oraz upór, że nie wierzyli tym, którzy widzieli Go zmartwychwstałego. A Ty, Maryjo, nie potrzebowałaś ani umocnienia, skoro pozostałaś mocna wiarą do końca, ani podobnego pocieszenia – bo pocieszona byłaś w inny, wewnętrzny i duchowy sposób. Ty już wtedy i jako pierwsza byłaś w tej sytuacji, w której znajdą się kolejne pokolenia wierzących, którzy też nie będą mogli zobaczyć, a będzie się od nich wymagało wiary. Ty, która wierzyć nie przestałaś, nie potrzebowałaś też widzieć. Potrzebujemy i my, Matko, tego światła, bo „oczy nasz są nadal na uwięzi”. Rzeczywiście, w każdej Mszy świętej powtarzamy, trochę machinalnie: „Głosimy śmierć Twoją Panie Jezu, wyznajemy Twoje zmartwychwstanie”. Ale co to znaczy? Z początku przecież nawet dla uczniów Jezusa to zdarzenie było szokiem. Ewangeliści piszą, że odkrywając pusty grób, byli bardzo zaskoczeni. Nie oczekiwali zmartwychwstania. Zapowiadał, lecz ewangeliści piszą, że uczniowie nie do końca rozumieli te zapowiedzi. Nie tylko Apostołowie mieli trudności z przyjęciem tajemnicy zmartwychwstania Jezusa. Jest to prawda tak szokująca, iż przyjęciu tej tajemnicy opierało się i nadal opiera się wielu. Kiedy św. Paweł nauczał, to wielu wierzących, choćby tych ze wspólnoty korynckiej twierdziło, iż nie ma zmartwychwstania. Apostoł mówił do nich z wyrzutem: „Jeżeli zatem głosi się, że Chrystus zmartwychwstał, to dlaczego twierdzą niektórzy spośród was, że nie ma zmartwychwstania? Jeśli nie ma zmartwychwstania, to i Chrystus nie zmartwychwstał”. Głoszenie Dobrej Nowiny w Atenach, mieście słynącym z uprawiania filozofii,  również rozbiło się dokładnie o prawdę o zmartwychwstaniu Jezusa. Kiedy Paweł wspomniał o zmartwychwstaniu, mieszkańcy dumnego miasta, ufając bardziej swojemu rozumowi niż świadectwu Apostoła Narodów, zlekceważyli go banalnym stwierdzeniem: „Posłuchamy cię o tym innym razem”.

Uczniowie Jezusa więc nie rozumieli, a bali się Go pytać, o czym właściwie mówił. I niby słuchali, kiwali głowami, ale puszczali to mimo uszu. Dokładnie tak jak my. Powtarzamy, zgadzamy się, ale czy naprawdę wierzymy? Wyznajemy, że „trzeciego dnia zmartwychwstał”, wierzymy w „ciała zmartwychwstanie”, ale żyjemy tak, jakby nic więcej nie miało się już wydarzyć. Czy dociera do nas w ogóle, że istnieje wieczność? Wydaje się, że dla bardzo, bardzo wielu, ta ziemska perspektywa jest jedyna. Żyją tu i teraz, a co jest tam, potem…. kto wie? „Nikt stamtąd nie wrócił, nikt nam nie opowiedział” – powtarzają banalnie głupie stwierdzenia..

Tak było z kobietami, które poszły do grobu: one chciały namaścić, uczcić pogrzebane, martwe Ciało Pana Jezusa. Tak, było z uczniami, którzy rozproszeni powoli wychodzili ze swego ukrycia pewnie po to tylko, by opuścić niebezpieczną Jerozolimę i w wrócić do Galilei, do domu, do jeziora, do ryb, do tego, co było wcześniej. Coś się skończyło: może i Chrystus był wędrownym nauczycielem, może i czynił jakieś znaki i cuda, ale wydaje się, że wszystko się skończyło. Słyszeli o zmartwychwstaniu z usta samego Jezusa, ale co to wówczas dla nich znaczyło? My też słyszeliśmy tyle razy o zmartwychwstaniu Jezusa, ale co to dla nas znaczy? Wystarczy się rozejrzeć: czy ktoś, kto by dziś przybył z bardzo daleka, ktoś, kto nie słyszał o Ewangelii i zamieszkałby teraz w naszym domu, zrozumiałby co znaczy zmartwychwstanie patrząc na jakość naszego codziennego życia? W jakie zmartwychwstanie wierzą ci, którzy poza czubkiem swojego nosa i zawartością własnego portfela nie widzą niczego więcej?

A przecież zmartwychwstały Jezus „pociesza nas w każdym naszym utrapieniu, byśmy sami mogli pocieszać tych, co są w jakiejkolwiek udręce, pociechą, której doznajemy od Boga”. W tym rozważaniu zapraszamy Ciebie, Maryjo, Panno Wierna, abyś pomogła nam wrócić do tych momentów naszego życia, w których doświadczaliśmy, doświadczamy a i jeszcze z pewnością nie raz doświadczymy smutku, przygnębienia, zamknięcia się w sobie, choroby, cierpienia – swojego i innych, odejścia i śmierci kogoś bliskiego. To jest właśnie doświadczenie grobu. Bądź z nami Matko najlepsza w tych wszystkich trudnych chwilach, bo najbardziej w tych właśnie doświadczeniach jesteśmy kuszeni do odruchowego koncentrowania się na tym, co sprawia nam ból, cierpienie, co jest ostatecznie źródłem śmierci. Zauważmy, iż nieprzezwyciężanie pokusy koncentracji na sobie i swoim cierpieniu sprawia, że doświadczenie nadziei i obietnica przyszłej radości, obietnica zmartwychwstania staje się niemożliwa. Śmierć nie może współistnieć ze zmartwychwstaniem. Śmierć musi zostać pokonana, aby można było doświadczyć zmartwychwstania. Prośmy o takie doświadczenie radości Jezusa zmartwychwstałego, aby mogło się ono odbić w naszym życiu i aby mogło w przyszłości stanowić dla nas oparcie i siłę, dzięki której będziemy w stanie pokonywać te doświadczenia, które wiążą się ze śmiercią, z grzechem i ze złem. Ale nie zatrzymujmy się tylko na sobie samych. Zauważajmy jeszcze wokół nas inne osoby: smutne, przygniecione ciężarem życia, zamknięte w sobie, osoby w depresji. Jak oddziaływaliśmy na te osoby? Czy naszym zachowaniem, naszymi słowami nie utwierdzamy ich w tych negatywnych stanach? Czy nie uciekamy od takich osób kierując się własnymi smutkami lub też jakimś lenistwem? Czy pomagamy im pokonywać ich smutek i zniechęcenie do życia? Czy wobec takich osób i wobec wszystkich naszych bliskich jesteśmy świadkami Jezusa zmartwychwstałego, który daje radość i to daje ją w obfitości?

Św. Jan Paweł II powiedział, że istnieją wszelkie powody, by przypuszczać, iż Matka Boża była pierwszą osobą, której zmartwychwstały Jezus się ukazał. Maryjo, my też w to wierzymy i dlatego błagamy: prowadź nas do Chrystusa Zmartwychwstałego, prowadź nas tam, gdzie jest światłość nieprzemijająca. Daj nam kosztować radości, która nie przemija, razem z Twoim Synem, a naszym Panem Jezusem Chrystusem. Oświeć nasze oczy, weź nas za rękę i prowadź bezpiecznie do wiecznego domu, Panno Wierna!

 

 

MEDYTACJA II

Trzecia Tajemnica Światła

Głoszenie Królestwa Bożego i Wzywanie do Nawrócenia

Anna Waśko

Maryjo, dziś, w pierwszą sobotę miesiąca w okresie Wielkiego Postu, pragnę z Tobą rozważyć trzecią tajemnicę światła: głoszenie Królestwa Bożego i wzywanie do nawrócenia. Twój Syn przyszedł na świat, by wypełnić wolę Ojca i zbawić człowieka. By za człowieka umrzeć na krzyżu, a potem zmartwychwstać. Ale najpierw, zanim oddał życie, przemierzał ziemie Izraela, nauczał i wzywał do nawrócenia. Wzywał do nawrócenia, by ludzie przyjęli dar zbawienia, jaki mieli otrzymać, by Jego łaska nie pozostała wobec nich daremna. I wielu było takich, którzy się nawracali, którzy przyjmowali naukę o Królestwie Bożym z radością i wdzięcznością. Ale wielu pozostawało wobec niej obojętnych.

Tak też jest i dzisiaj. Wielu pragnie iść za Jezusem i wielu woli układać sobie życie po swojemu, z dala od Niego. A Ty Maryjo za Twoim Synem wołasz każdego, by się nawrócił, by nie zatracił siebie.

Jezus nawołując do nawrócenia używał nieraz bardzo mocnych słów, ale robił to z miłości, z troski o człowieka. Z miłości mówił do faryzeuszy: „Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy!” (Mt 23,23a). Bo pragnął ich nawrócenia. I z miłości napominał słuchaczy, że nie umieją odczytywać znaków czasu: „Mówił także do tłumów: «Gdy ujrzycie chmurę podnoszącą się na zachodzie, zaraz mówicie: „Deszcze idzie”. I tak bywa. A gdy wiatr wieje z południa, powiadacie: „Będzie upał”. I bywa. Obłudnicy, umiecie rozpoznawać wygląd ziemi i nieba, a jakże obecnego czasu nie rozpoznajecie? I dlaczego sami z siebie nie rozróżniacie tego, co jest słuszne?» ” (Łk 12, 54-57).

Epidemia dotarła do Polski w okresie Wielkiego Postu. I zamknięto galerie handlowe, restauracje i kawiarnie, kluby, kina i teatry. Na ulicach zrobiło się pusto, nie ma rozbawionych, rozkrzyczanych grupek. Jakby Pan Bóg sam upomniał się o właściwe przeżycie tego świętego czasu łaski. Ode mnie zależy, czy dobrze wykorzystam ten czas dany mi przez Boga, czy przeżyję go w skupieniu, czy spróbuję się nawrócić. Minęło już pięć tygodni. Jak je wykorzystałem? Pomóż mi, proszę, Maryjo bym nie zmarnował przynajmniej Wielkiego Tygodnia.

Jezus chciał, by Jego uczniowie umieli rozpoznawać znaki czasu. Chce, bym i ja umiał je rozpoznawać i odczytywać. Naucz mnie tego, proszę, moja Matko.

Pan Bóg przemawia do ludzi nie tylko przez swoje Słowo, nie tylko przez innych ludzi, ale także przez znaki. Bóg daje człowiekowi znaki. A Twój Syn, Maryjo, każe nam odczytywać dane nam znaki. Kiedyś ludzie żyli w obecności Boga. Wszystko, co ich spotkało starali się interpretować i zrozumieć w świetle wiary. Gdy w Mediolanie wybuchła zaraza, to św. Karol Boromeusz organizował nabożeństwa i pokutne procesje. I epidemia ustała. Gdy potop Szwedzki zalewał Polskę, to ojciec Augustyn Kordecki obchodził mury Jasnej Góry z Najświętszym Sakramentem. I Szwedzi od Jasnej Góry odstąpili. Gdy  po zamachu święty Jan Paweł II znajdował się w szpitalu, poprosił, by przyniesiono mu tam wszystkie dokumenty dotyczące objawień w Fatimie – wiedział, że zamach akurat w dniu 13 maja nie był przypadkiem i że to Ty, Maryjo, uratowałaś mu życie.  Święty Karol Boromeusz, ojciec Augustyn Kordecki, święty Jan Paweł II byli ludźmi wiary. Umieli odczytywać znaki. Wiedzieli, że światem nie rządzą przypadki, ale Pan Bóg. A ja? Ja człowiek XXI wieku? Czy ja tak naprawdę wierzę? Czy tak naprawdę wierzę, że moje życie, mój los, są w ręku Boga?

Dziś Europę i świat ogarnęła pandemia koronowirusa. Staram się przed nim zabezpieczyć by nie zarazić siebie i innych. Ale czy staram się zobaczyć, odczytać w tej tragedii znak Boga? Czy staram się odczytać, co Pan Bóg chce mi powiedzieć? Czy przypadkiem nie myślę, że Pan Bóg nie ma tu nic do rzeczy? Owszem, może modlę się o to, by nam pomógł. Ale czy tak naprawdę, w głębi serca nie myślę, że wszystko i tak zależy głównie od nas, ludzi? A Jezus mówi: „Obłudnicy, umiecie rozpoznawać wygląd ziemi i nieba, a jakże obecnego czasu nie rozpoznajecie?” (Łk 12,56)

Maryjo, pragnę zrozumieć zaistniałą sytuację w świetle wiary, tak, jak Twój Syn chce bym ją zrozumiał. Więc najpierw chcę zobaczyć co sam Jezus mówił o Jemu współczesnych tragediach: „W tym samym czasie przyszli niektórzy i donieśli Mu o Galilejczykach, których krew Piłat zmieszał z krwią ich ofiar. Jezus im odpowiedział: «Czyż myślicie, że ci Galilejczycy byli większymi grzesznikami niż inni mieszkańcy Galilei, że to ucierpieli? Bynajmniej, powiadam wam; lecz jeśli się nie nawrócicie, wszyscy podobnie zginiecie. Albo myślicie, że owych osiemnastu, na których zwaliła się wieża w Siloam i zabiła ich, było większymi winowajcami niż inni mieszkańcy Jerozolimy? Bynajmniej, powiadam wam; lecz jeśli się nie nawrócicie, wszyscy tak samo zginiecie».” (Łk 13, 1-5) Więc mam odczytać obecną sytuację jako wezwanie Pana Jezusa do nawrócenia. Przede wszystkim mojego. Ale też do troski o innych. By innym dopomóc w nawróceniu. Maryjo, proszę, pomóż mi się nawrócić i powiedz, jak mogę wspierać innych.

Moja Matko, jak zapowiedziałaś w Fatimie,10 grudnia 1925 roku przybyłaś razem ze swoim Synem do siostry Łucji i prosiłaś, i Jezus prosił, o odprawianie nabożeństwa pierwszych pięciu sobót miesiąca w intencji wynagradzającej za grzechy popełnione przeciw Twojemu Niepokalanemu Sercu. By w ten sposób uratować świat.

Lecz ludzie Ciebie, Maryjo nie posłuchali i – jak zapowiedziałaś w Fatimie – wybuchła druga wojna światowa. A potem Rosja rozszerzyła swoje błędne nauki po świecie. Dziś parady gejowskie maszerują kilka razy w roku we wszystkich chyba państwach Europy. Dziś aborcja w większości tych państw jest zalegalizowana.

Dziś obrażamy Boga bardziej niż w ubiegłym stuleciu. A siostra Łucja w liście do z 12 maja 1982 r. do św. Jana Pawła II pisała: „Ponieważ nie przyjęliśmy tego wezwania zawartego w Orędziu, jesteśmy świadkami jego spełnienia, a Rosja rzeczywiście zalała świat swoimi błędami. A chociaż nie oglądamy jeszcze całkowitego wypełnienia się ostatniej części tego proroctwa, widzimy, że stopniowo zbliżamy się do niego wielkimi krokami. Nastąpi ono, jeżeli nie zawrócimy z drogi grzechu, nienawiści, zemsty, niesprawiedliwości, łamania praw człowieka, niemoralności, przemocy itd. I nie mówmy, że to Bóg tak nas karze; przeciwnie, to ludzie sami ściągają na siebie karę. Bóg przestrzega nas cierpliwie i wzywa do powrotu na dobrą drogą, szanując wolność, jaką nam podarował; dlatego to ludzie ponoszą odpowiedzialność.”

A co dzisiaj robią ludzie? Dziś nie tylko ludzie grzeszą tak jak w Sodomie i Gomorze. Dziś takie grzechy w ogóle nie są uważane za grzech, gorzej: pozwala się na ich promocję.  Kiedyś Twój Syn wyrzucał miastom, które się nie nawróciły «Biada tobie, Korozain! Biada tobie, Betsaido! Bo gdyby w Tyrze i Sydonie działy się cuda, które u was się dokonały, już dawno w worze i w popiele by się nawróciły. Toteż powiadam wam: Tyrowi i Sydonowi lżej będzie w dzień sądu niż wam. A ty, Kafarnaum, czy aż do nieba masz być wyniesione? Aż do Otchłani zejdziesz. Bo gdyby w Sodomie działy się cuda, które się w tobie dokonały, zostałaby aż do dnia dzisiejszego. Toteż powiadam wam: Ziemi sodomskiej lżej będzie w dzień sądu niż tobie» (Mt 11, 21-24).

Obecny świat doszedł chyba do granic bezbożności. Tajemnica nieprawości – jak nazwał ją święty Jan Paweł II – osiągnęła chyba apogeum. W świetle prawa nie tylko zabija się nienarodzone dzieci. W niektórych państwach Europy można zabijać także dzieci po narodzeniu. Już nie tylko dozwolona jest pomoc w samobójstwie (bo jak inaczej nazwać eutanazję), ale sądy potrafią nakazać morderstwo ciężko chorych osób wbrew ich woli. Czy może być straszniejsze już nie prawo, a prawne bezprawie? Jeśli sami zabijamy w Polsce troje, a w Europie chyba setki jeśli nie tysiące dzieci dziennie i wielu z nas niewiele to obchodzi, to dlaczego nagle martwimy się, gdy choroba zabija nieporównanie mniej? Czy nie tylko dlatego, że może dotknąć również nas?

Panie, zasłużyliśmy na karę. Ale Ty nie chcesz śmierci grzesznika, ale żeby się nawrócił i żył. „Ty jesteś Bogiem przebaczenia, jesteś łaskawy i miłosierny, cierpliwy i wielkiej dobroci” (Ne 9,17). Wierzę, że przebaczysz nam winy, nawrócisz nas.

Maryjo, wiem, że bardzo Cię obrażamy i ranimy. I że nie zasługujemy na Twoje wstawiennictwo. Ale wiem też, że Ty mimo wszystko nas kochasz. I że pragniesz nas uratować. W Tobie, Maryjo jest ratunek. Powiedziałaś Łucji, że ostatecznie Twoje Serce zwycięży. Więc proszę, uratuj nas. Wiem, potrzebujesz naszej pomocy. W Sodomie nie znalazło się dziesięciu sprawiedliwych. Nie wiem Maryjo ile świętych, oddanych Tobie Twoich dzieci potrzebujesz, aby uratować świat. Pewnie wobec dzisiejszych grzechów potrzeba ich więcej. Ale jeśli ich nawet brakuje, to Ty potrafisz największego grzesznika szybko doprowadzisz do świętości. Więc uczyń nas świętymi i uratuj nas, Maryjo. Wiem, Maryjo – jestem grzeszny. I wiem, że sam nie potrafię się zmienić. Ale Ty wszystko możesz. Więc przyjmij mnie i uczyń cud – uczyń ze mnie świętego, byś mogła się mną posłużyć ratując świat. Wiem, że musiałby to być wielki cud i że nie zasługuje na taką łaskę. Ale przecież mnie kochasz i pragniesz uratować ginący w grzechach świat. I wszystko możesz uprosić u Syna. Więc jeśli tylko mogę się przydać, jeszcze raz Cię proszę: weź mnie, uczyń mnie świętym i użyj mnie, by ludzie nawrócili się do Twojego Syna. By Go pokochali. I by Ciebie poznali i pokochali.

Panie Jezu, przepraszam Cię za wszystkie grzechy. Przede wszystkim moje. I wybacz grzechy tym, którzy promują zło. Wybacz im, bo nie wiedzą, komu w ten sposób służą. I nawróć ich, by zobaczyli całe zło swojego grzechu i uwierzyli w Ciebie. W tym czasie pandemii mogę tylko powtórzyć za prorokiem: „Lecz Ty jesteś sprawiedliwy we wszystkim, co na nas przyszło. Tyś bowiem postąpił słusznie, myśmy natomiast zawinili.” (Ne 9, 33) Ale pragnę też modlić się słowami, jakich nauczyłeś świętą siostrę Faustynę: „Miej miłosierdzie dla nas i świata całego!” Wysłuchaj, Panie tego błagania! Tak „Panie, sprawiedliwe są Twoje wyroki, dotknąłeś nas słusznie.” (por. Ps 119,75)  Ale Ty Panie jesteś „miłosierny i litościwy, cierpliwy, bogaty w łaskę i wierność, zachowujący swą łaskę” (Wj 34,6b-7a), więc „przebaczysz winy nasze i grzechy nasze i uczynisz nas swoim dziedzictwem” (Wj 34,9b)

I Ciebie, Maryjo, pragnę błagać dziś słowami, jakimi modlił się do Ciebie święty Jan Paweł II 25 marca 1984 roku:

„O, Niepokalane Serce! Pomóż nam odeprzeć groźbę zła, które tak łatwo zakorzenia się w sercach ludzi współczesnych, a którego nieobliczalne skutki ciążą już dziś nad naszym życiem i zdają zamykać drogi ku przyszłości! Od głodu i wojny, wybaw nas!

Od wojny atomowej, od niewyobrażalnego samozniszczenia, od wszelkich wojen, wybaw nas!

Od grzechów przeciw życiu człowieka od chwili poczęcia, wybaw nas!

Od nienawiści i poniżania godności synów Bożych, wybaw nas!

Od wszelkiej niesprawiedliwości w życiu społecznym, narodowym i międzynarodowym, wybaw nas!

Od pochopnego deptania przykazań Bożych, wybaw nas!

Od prób zacierania w ludzkich sercach prawdy samego Boga, wybaw nas!

Od utraty świadomości dobra i zła, wybaw nas!

Od grzechów przeciw Duchowi Świętemu, wybaw nas! wybaw nas!

O Matko Chrystusa, przyjmij to wołanie brzemienne cierpieniem wszystkich ludzi! Brzemienne cierpieniem całych społeczeństw!

Pomagaj nam zwyciężać mocą Ducha Świętego wszelki grzech: grzech człowieka i „grzech świata”, grzech w każdej postaci.

Niech w dziejach świata ujawni się raz jeszcze nieskończona moc zbawcza Odkupienia: moc miłosiernej Miłości! Niech ona powstrzyma zło! Niech przemieni sumienia! Niech w Twoim Niepokalanym Sercu ukaże się wszystkim światło Nadziei!”

Maryjo, moja Matko i Królowo! Królowo Polski! Królowo nieba i ziemi! Matko Miłosierdzia! Ty wszystko możesz. Wysłuchaj modlitwy, jaką zanosił do Ciebie Totus Tuus święty Jan Paweł II. I wysłuchaj też mojej znaczącej mniej niż ziarnko piasku modlitwy. Uratuj Polskę, uratuj świat od całego zła, jakie nam zagraża. Przede wszystkim od zła moralnego, od grzechu. Ale też od skutków grzechu: najpierw wiecznych, ale też doczesnych i tych, których doświadczamy już teraz.  Wstawiaj się za nami u Twojego Syna, by raczył przebaczyć nam grzechy. „O łaskawa, o litościwa, o słodka Panno Maryjo.”

Panie Jezu, „tak, zgrzeszyliśmy i popełniliśmy nieprawości, opuszczając Ciebie. Okazaliśmy się przewrotni we wszystkim, a przykazań Twoich nie słuchaliśmy.” (Dn 3,29) Ale proszę: „Nie opuszczaj nas na zawsze – przez wzgląd na święte Twe imię nie zrywaj Twego przymierza. Nie odwracaj od nas swego miłosierdzia” (Dn 3,34-35a) „Niech jednak dusza strapiona i duch uniżony znajdą u Ciebie upodobanie.” (Dn 2,39a). Daj nam usłyszeć Twoje słowa, które niegdyś przez proroka wypowiedziałeś do Izraela: „Uleczę ich niewierność i umiłuję ich z serca, bo gniew mój odwrócił się od nich. Stanę się jakby rosą dla Izraela, tak że rozkwitnie jak lilia i jak topola rozpuści korzenie. Rozwiną się jego latorośle, będzie wspaniały jak drzewo oliwne, woń jego będzie jak woń Libanu. I wrócą znowu, by usiąść w mym cieniu, i zboża uprawiać będą, winnice sadzić, których sława będzie tak wielka, jak wina libańskiego.” (Oz 14, 5-8)

Panie Jezu, przed swoją męką modliłeś się za nas do Ojca: „A za nich Ja poświęcam w ofierze samego siebie, aby i oni byli uświęceni w prawdzie”. (J 17,19) Oddałeś za nas swoje życie. Więc ufam, że nie pozwolisz, byśmy zginęli. Ufam, że zatrzymasz pandemię i że „uświęcisz nas w prawdzie”, że pomożesz nam porzucić grzechy i uczynisz nas świętymi. I będziemy Ci dziękować i wielbić Ciebie. I razem ze świętym Judą wołać: „Temu zaś, który może was ustrzec od upadku i stawić nienagannymi i rozradowanymi wobec swej chwały, jedynemu Bogu, Zbawcy naszemu przez Jezusa Chrystusa, Pana naszego, chwała, majestat, moc i władza przed wszystkimi wiekami i teraz, i na wszystkie wieki! Amen.” (Jud 24)